Dorota Williams - wywiad

Dorota Williams
O tym kiedy jej szafa "fruwa w powietrzu", jak udało się stworzyć tysiąc kostiumów do "Tańca z gwiazdami" i kto jest jej ulubionym polskim projektantem. To opowiedziała nam Dorota Williams - jedna z najbardziej znanych polskich stylistek.
FlashFashion: Kiedy w 1997 roku zaczynałaś pracę w nowopowstającej telewizji TVN słowo "stylista" było w tym kraju jeszcze abstrakcją. A Ty już wtedy miałaś sprecyzowaną wizję jak powinni wyglądać dziennikarze nowoczesnej stacji?
Dorota Williams: To było dla stylisty genialne zadanie - stworzyć coś tak ogromnego od samego początku. Natomiast faktycznie: to były czasy kiedy ten zawód był kompletnie nie znany. Zanim przyszłam do TVN to już pracowałam jako stylistka w TVP 1. Tam to dopiero była prekursorska praca! Do istniejącej od lat telewizji włożyli jakieś dziewczę, które miało "dobierać krawaty". Nikt nie rozumiał dlaczego trzeba mi za to płacić, skoro prezenterom od lat żony dobierały krawaty... Miałam jednak dużo szczęścia, bo szybko zauważono zmianę stylistyczną na wizji. Zaczęto o tym mówić i pisać. Po trzech latach pracy w TVP dostałam genialną propozycję od TVN. Było to ogromne wyzwanie, ale strasznie chciałam to robić!
FF: Możesz nam zdradzić kto, w początkach funkcjonowania TVN, był najbardziej oporny na Twoje sugestie? Krążą anegdoty np. o tym, że Tomasz Sianecki, dziennikarz "Faktów", od razu zastrzegł sobie, że nie będzie chodził w garniturze i pod krawatem?...
DW: Tak, i trzyma się tego do dzisiaj (śmiech). Ten początek był zarazem łatwy jak i trudny. Łatwy, bo zaczynałam od początku i mogłam sama stworzyć jakiś kanon. Trudny, bo wszyscy byliśmy młodzi, bardzo skoncentrowani na swojej pracy - i ciężko było oderwać na chwilę od pracy np. dziennikarza "Faktów" po to, żeby przymierzył garnitur. Na szczęście dbał o to Tomasz Lis, a i prezesi stacji wiedzieli od początku, że wizerunek dziennikarzy jest ważny. Dowodem na to jest m.in. zabawna anegdota. Mikołaj Kunica, ówczesny reporter "Faktów" (dziś dziennikarz TVNCNBC) lubił na początku wiązać bardzo grube węzły w krawacie. Ja mu ciągle jęczałam: - Mikołaj, jak cię oglądam na wizji, to widzę tylko ten twój węzeł. Aż w końcu zadzwonił do mnie sam prezes Mariusz Walter i powiedział: "Pani Doroto, oglądam Mikołaja Kunicę i on ma strasznie grubo zawiązany krawat". Dzwonię więc do Mikołaja i mówię: - Prezes do mnie dzwonił w sprawie twojego krawata - na co Mikołaj - No już nie mogłaś czegoś innego wymyśleć? Już dobrze, dobrze - zawiążę ten krawat inaczej (śmiech). Na mnie ta historia podziałała motywująco: przekonałam się, że mój szef zwraca uwagę na detale, które w stroju są ważne.
FF: Byłaś przy medialnych narodzinach wielu gwiazd. Pamiętam np. czasy serialu "Kasia i Tomek", który wywindował Joannę Brodzik. To był chyba wdzięczny serial do stylizowania, bo główna bohaterka była cały czas w kadrze, a Ty musiałaś mieć na nią ciągle nowy pomysł?
DW: "Kasia i Tomek" to był kolejny etap w moim zawodowym doświadczeniu, czyli: kostiumy. A była to rzeczywiście szalona produkcja! Ale miałam znowu gigantyczne szczęście w moim zawodzie: reżyser Jurek Bogajewicz dał mi po prostu "skrzydła" (śmiech). To człowiek, który potrafi fantastycznie rozwijać talenty ludzi, którzy z nim pracują. Z Jurkiem przepracowałam siedem lat, bo potem robiliśmy wspólnie również "Camera Cafe" i "Nianię" - i mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec.
FF: Czy gwiazdy, które poznają Cię na planie zdjęciowym, dzwonią później np. z prośbą o jakąś modową konsultację?
DW: Gwiazdy wracają do mnie w ten sposób, że proponują mi współpracę przy różnych nowych swoich projektach. Cieszy mnie to, bo to oznacza że mi ufają i że jestem postrzegana jako solidna marka.
FF: Kolejne wielkie wyzwanie to był "Taniec z gwiazdami". Za nami 10 edycji, podczas których przygotowałaś tysiąc (!) kostiumów. Jak to w ogóle dało się zorganizować??
DW: Powiem ci szczerze, że... nie wiem (śmiech). Sama się zastanawiam jak to się udało. Tym bardziej, że - muszę to zdradzić - na początku podchodziłam do tego programu jak do jeża. Kostiumy taneczne, to była dla mnie zupełnie obca stylistyka. Do tego dochodziły różne zasady, do których musiałam się dopasować: bo te kreacje miały nie tylko dobrze wyglądać, ale i sprawdzić się na parkiecie. Dlatego na początku byłam troszkę wycofana. Kiedyś pojechaliśmy z całą ekipą produkcyjną na mistrzostwa tańca towarzyskiego. Zobaczyłam tamte kostiumy i pomyślałam: Rany, to jest mi tak obce stylistycznie i estetycznie. Co ja mam w tym programie wymyśleć żeby to dobrze wyglądało?? Najpierw musiałam w ogóle przejść etap nauki konstrukcji kreacji do tańca. Kostiumy musiały nie tylko sprawdzić się w ruchu, ale i pasować do muzyki, choreografii, świateł, scenografii... Ten program to kolejny dowód na to, że telewizja to praca zespołowa. Jak się nie współpracuje, to efekt końcowy zawsze ma jakiś uszczerbek. Mam nadzieję, że w "Tańcu z gwiazdami" uzyskaliśmy pożądany efekt. Choć na początku był oczywiście pot, krew i łzy (śmiech). /Na zdjęciu powyżej Dorota Williams z tancerką Blanką Winiarską/
FF: Niektóre tabloidy jednak krytykowały te kreacje. Czytasz takie opinie czy omijasz te artykuły, żeby się nie denerwować?
DW: W zasadzie czytam takich rzeczy bardzo mało, bo naprawdę nie mam na to czasu. Ale parę razy natknęłam się na złośliwe komentarze. Zwłaszcza anonimowe opinie w internecie bywają okrutne, ale chyba nie warto się tym przejmować. Ja cenię sobie konstruktywną krytykę. Bo nie daj Boże uwierzyć, że jest się geniuszem. Ale krytykowanie dla samego krytykowania mnie nie rusza. A na temat gustów się nie dyskutuje.
FF: Krążą legendy na temat Twojego zamiłowania do... jeansów. Nadal je namiętnie kupujesz?
DW: Cały czas mam tę słabość, ale ostatnio zauważyłam że coraz mniej robię zakupów. Nie wiem czy to wpływ kryzysu, czy tego że już mi się wiele rzeczy przejadło. Teraz częściej robię zakupy mimochodem, na wyjazdach itp.
FF: Lubisz chodzić na pokazy mody?
DW: W 2009 roku byłam na Fashion Week w Mediolanie. Wszyscy mówili, że z powodu kryzysu pokazy były trochę mniej wystawne, ale moim zdaniem nadal były bardzo atrakcyjne. A oprócz tego co było widać na samych wybiegach bardzo podobali mi się ludzie, którzy przyszli na tę imprezę. Widać tam było dużą otwartość na modę, tolerancję i ich chęć dobrego ubierania się. Również bawienia się tym - bo to nie jest tylko kwestia wydanych pieniędzy, tylko odwagi i fantazji. Polacy są w tej kwestii wciąż bardziej zachowawczy i wycofani. Mniejsze są też wymagania co do przestrzegania dress code. Często ubieramy się nieadekwatnie do sytuacji.
FF: Są jacyś polscy projektanci, których cenisz?
DW: Bardzo cenię Tomka Ossolińskiego. Szalenie mi się podobał jego pokaz Zeke na lotnisku. Cenię projektantów, którzy zwracają uwagę na szczegóły. Uważam, że w tym zawodzie właśnie takie niuanse są najważniejsze. Bo detale nadają ton i styl. Tomek jest właśnie projektantem, który bardzo o to dba. Bardzo mi się podobał również ostatni pokaz Macieja Zienia w Teatrze Wielkim, dużo bardziej niż pokaz Otulona kaszmirem. Tamten przekaz do mnie nie przemówił a do tego z pierwszego rzędu z bliska obserwowałam jak modelki męczyły się w fatalnych butach. Chodzenie na ugiętych kolanach było troszkę karykaturalne. Natomiast ostatni pokaz w Teatrze Wielkim był po prostu przepiękny. Suknie Macieja zawsze są widowiskowe, ale sposób w jaki zostały pokazane - klasa. Od lat jestem pod urokiem Pani Teresy Rosati. Projekty Pani Teresy adresowane są do określonej kobiety. Ja osobiście może nigdy nie byłam w tej grupie, natomiast ostatni pokaz Kobiety świata zrobił na mnie ogromne wrażenie. Forma prezentacji kolekcji była klasyczna, tak jak lubię, modelki były w centrum mojej uwagi, projekty również klasyczne, ale odświeżone, unowocześnione, wyjątkowe i sexi. /Na zdjęciu poniżej Dorota Williams w kreacji Rosati z kolekcji "Kobiety Świata"/.
FF: Pozwalasz sobie rano pójść po bułki w wyciągniętym dresie, czy obawiasz się że ktoś zrobi ci zdjęcie?
DW: Na szczęście nie biegam rano po bułki (śmiech). Nie czuję się osobą rozpoznawalną, ale oczywiście - jak każda kobieta - staram się dbać o swój wygląd. Chyba jestem osobą, która nie wychodzi z domu jeśli się źle czuję ze swoim wizerunkiem. Przyznaję, że bywają dni kiedy moja szafa fruwa w powietrzu i nie mogę znaleźć tego ubrania, które akurat na dany dzień będzie mi pasować. A czasami wystarczy jeden t-shirt i spodnie i lecę. Kiedy wychodzę o 6 rano do studia na plan filmowy, na którym mam spędzić cały dzień, nie zakładam szpilek od Louboutin, bo bym nie wytrzymała a ekipa umarłaby ze śmiechu :-))
Rozmawiała Anna Świątkowska, fot. wbf.com.pl oraz archiwum TVN
Zobacz Również
Lifestyle
Models 
-
Lucyna Amszej
Agencja: Eastern Models
-
Sylwia Rutkowska
Agencja: Hook Models
Pokazy
-
Mariusz Przybylski jesień/zima...
2010-05-31
-
Trinny i Susannah w Polsce
2010-04-20






















































