Wywiad z projektantką Joanną Misztelą

Joanna Misztela
Projektantka mody i wykładowczyni w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w Warszawie. Realizowała kolekcje komercyjne dla wielu firm (m.in. LPP), ale najbardziej realizuje się w kolekcjach autorskich. Na własny ślub założyła oryginalne japońskie kimono. Nam - tuż po swoim pokazie - opowiedziała o inspiracjach, bolączkach projektantów i Polkach, które zbyt często za szczyt elegancji uważają ubieranie się w sieciówkach.
- Dla kogo Pani tworzy?
Większość kolekcji przeznaczona jest dla kobiet, ale projektuję też dla mężczyzn, dla młodzieży, dla dzieci. Ale największą frajdę sprawia mi projektowanie dla kobiet.
- Jaka jest wymarzona klientka Joanny Miszteli?
Zadowolona (śmiech). Taka jest najbardziej pożądana.
- Kolekcja Spojrzeć wstecz była inspirowana m.in. paryskim szykiem. Ale wiemy też, że fascynuje się Pani sztuką Japonii - jaki krąg kulturowy inspiruje Panią najsilniej?
Tutaj nie ma zasady. Japonia tkwi we mnie już od bardzo długiego czasu. Analizuję to, co oni robią, jak powstawały ich ubiory. Ten temat drążę już bardzo długo. Ale ulegam także innym fascynacjom: podczas podróży, czy po obejrzeniu jakiegoś ciekawego filmu. Nie ograniczam się, nie mam sprecyzowanych kierunków: że tylko w stronę Azji albo Europy. Nie ma takiej zależności.
- Tworzy Pani kolekcje autorskie, ale i współpracuje z innymi firmami przy kolekcjach komercyjnych. Na ile projektant indywidualny może przebić ze swoimi pomysłami w takich przypadkach?
Wbrew pozorom ciężej projektuje się kolekcje stricte komercyjne - bo tam jest dużo ograniczeń. W jakimś stopniu zabija to ducha walki artystycznej. Tam spotykam się z wieloma ograniczeniami, ale to jest normalne. Takie projekty mają się ma sprzedać, mają trafić do większej ilości klientek i je zadowolić. W kolekcjach autorskich wiem, że tworzę sztukę i mogę już jej nie powielić. Wkładam w to całe serce i takie projektowanie ma zupełnie inny wydźwięk. Więc komercja jest dużo cięższa do zaprojektowania niż coś bardziej widowiskowego, gdzie można się uzewnętrznić, pokazać swoje fascynacje, swoją miłość. Komercja nie zabija indywidualności projektanta, ale ją w znacznym stopniu ogranicza. Jednak i w tym przypadku trzeba być twórczym i kreatywnym. Natomiast musimy brać pod uwagę cenę. Także musimy posługiwać się troszkę innymi metodami: żeby klienta zachwycić, ale żeby również cena była dla niego atrakcyjna.
- Jest Pani projektantką wykorzystującą czynnie internet - to dobre narzędzie do pozyskiwania nowych klientek?
Na pewno pomaga. Nie oszukujmy się: jeżeli ktoś nie jest rozpoznawalny, chociaż w minimalnym stopniu, nie ma szans zaistnieć na rynku, przyciągnąć klientów, ubrać aktora. To może być świetny artysta, świetny projektant, ale bez udziału mediów ciężko jest zaistnieć w branży. W internecie znalazłam się przez duży przypadek. Znalazłam tam grono osób które mnie lubią, kojarzą, z którymi też współpracuję. Na przykład wczoraj mieliśmy pokaz z udziałe, osób niepełnosprawnych, zorganizowany przez fundacje Otwarte drzwi. Do tego projektu zostałam zaproszona dzięki znajomości osoby, która widziała mnie w internecie. Bez jakiejkolwiek pomocy mediów nie jesteśmy w stanie zaistnieć.
- Kogo z polskich i zagranicznych projektantów ceni Pani najbardziej?
Ciężkie pytanie wbrew pozorom. Z zagranicznych, myślę, że Muccia Prada. Za jej minimalizm, bardzo kobiecy, zupełnie w innym stylu niż mój - może dlatego mi się podoba. Galliano cenię za spektakularne, piękne kreacje. Zawsze zazdroszczę tym projektantom wielkich domów mody - oni mogą naprawdę poprojektować. Ja wszystkie swoje kolekcje zaprojektowałam za własne środku. Nikt mnie nie wspierał finansowo, a to nie jest mały wydatek zrobić co najmniej dwie kolekcje w roku. Sama też projektuję dodatki. Więc to jest cały czas inwestowanie. Jeśli chodzi o polskich projektantów, chyba nikt nie zachwyca mnie na tyle, żebym bardzo żebym chciała nosić jego stroje.
- Co jest według Pani największą bolączką projektantów w Polsce: płytki rynek czy może konserwatyzm Polaków w ubieraniu się?...
Z Polkami jest rzeczywiście bardzo duży problem. Polki bardzo często za szczyt elegancji i wyszukanego smaku uważają ubieranie się w sieciówkach. Niestety, to jest smutne, bo te dziewczyny zaczynają wyglądać bardzo podobnie do siebie, wręcz manekinowo. Troszeczkę śmiejemy się z Japonek, które potrafią przyjść do sklepu z katalogiem i powiedzieć że one chcą dokładnie to, co ma na sobie modelka na zdjęciu. Ale Polki niestety też temu ulegają.
Ja wyznaję zasadę, że aby wyglądać dobrze trzeba dopasować ubiór do własnej sylwetki. Nie wszystko to, co jest uważane za modne będzie nam pasowało. Dla mnie modnie jest wtedy, gdy potrafimy się ubrać odpowiednio do naszych możliwości fizycznych i zachwycamy wówczas otoczenie. I wcale nie muszą to być najbardziej topowe, lansowane kroje. Dziś po pokazie będę udzielała porad, jak tylko uda mi się wyrwać ze słodkich szponów mediów. Część kolekcji jest na modelkach, więc można oglądać, a do mnie można przychodzić i dopytywać.
- Czy jest jakaś osoba publiczna, którą chciałaby Pani ubierać?
Ostatnio ubrałam Ewę Farny. A kogo bym chciała ubrać? Szczerze powiem, że się nad tym nie zastanawiałam. Dla mnie sam fakt ubierania gwiazd może być przyjemny, ale nie jest szczytem marzeń. Dla mnie każdy klient jest taką gwiazdą do ubrania. Bo właśnie wtedy musze powalczyć z figurą, wydobyć to, co najważniejsze. Ubieram każdego, kto do mnie zatelefonuje i powie: chcę coś u ciebie kupić.
- A gdzie można kupić Pani rzeczy i jakie są mniej więcej przedziały cenowe?
Ceny są bardzo różne, wszystko zależy od surowca. Kolekcja Spojrzeć wstecz jest praktycznie w 100% uszyta z jedwabiu. Druga kolekcja uszyta jest z kuponów włoskich, także "Kokon" jest nie do podrobienia. To są unikaty i tutaj - nie ukrywam - idee będę rozwiązywała także w tańszych wersjach. Natomiast te modele które dziś było widać na pokazie kosztują od 1 000 zł w górę. W wersjach tańszych, bardziej powielonych poprzez surowiec, będą sięgać w granicy 500-700 zł. Najserdeczniej zapraszam do swojej pracowni na warszawskim Zielonym Zaciszu. Można też o mnie pytać w butiku na Solcu 52. Tam można znaleźć nie tylko moje ubrania, ale także biżuterię i obrazy. Dzisiaj pokazałam dużą część mojej twórczości, ale mam jeszcze asa w rękawie. To może kiedyś...
- ...zobaczymy na kolejnym pokazie?
Będzie można to poczytać, albo posłuchać. Mój mąż mnie motywuje do skończenia, ale cały czas mnie coś absorbuje a moda jest moją największą miłością, więc nie zawsze udaje mi się regularnie pisać.
Rozmawiała Anna Nachman, foto: Radosław Świątkowski
Zobacz Również
Pokazy
Models 
-
Mariana Idźkowska
Agencja: Eastern Models
-
Karolina Nurkiewicz
Agencja: Hook Models
Pokazy
-
Pokaz Anety Kosowskiej
2010-04-25
-
Złota Nitka 2010
2010-05-12


















































